Iran prześladuje bahaitów

gaz_wyb_04

14 kwietnia 2008

Kilkaset tysięcy irańskich bahaitów nie ma we własnym kraju żadnych praw. Nie mają dokumentów, ich własność jest konfiskowana, można ich bezkarnie mordować – alarmują obrońcy praw człowieka.

Troje młodych bahaitów – Raha Sabet, Sasan Taqva i Haleh Roohi – od kilku miesięcy siedzą w więzieniu. Pierwszy raz aresztowano ich w maju 2006 r. za uczenie angielskiego i matematyki dzieci z biednych rodzin we wsiach pod Szirazem.

Nie pomogły oficjalne zezwolenia z MSW. Kiedy okazało się, że są bahaitami, oskarżono ich o działalność wywrotową, a w listopadzie skazano na cztery lata więzienia.

O wyroku dowiedzieli się, kiedy wezwano ich po odbiór skonfiskowanych wcześniej rzeczy. Z więzienia już nie wyszli, nie mają dostępu do adwokata, a rodziny nie wiedzą, w którym więzieniu siedzą. Niektórzy nie wychodzą z resztą nigdy – jak Dhabihullah Mahrami, który w 2005 r. zmarł w więzieniu, gdzie odsiadywał dożywocie za “szpiegostwo na rzecz Izraela i apostazję.

Bahaici twierdzą, że ich religia nie ma nic wspólnego z islamem, jednak muzułmanie uważają ich za heretyków. Muzułmańscy ortodoksi nie mogą im darować, że przeczą jednemu z najważniejszych stwierdzeń islamu – że Mahomet był ostatnim prorokiem. Według bahaitów po nim przyszli bowiem Bab i Bahá’u’lláh.

Wyznawcy bahaizmu, których w sumie na świecie jest ponad 6 mln, głoszą jedność Boga i ludzi. Wierzą, że wszystkie religie są wspólne. Sprzeciwiają się przemocy, odrzucają m.in. służbę wojskową.

Chociaż bahaitom w Iranie – kraju, z którego wywodzi się ich religia – nigdy nie żyło się bajkowo, ich życie stało się prawdziwym koszmarem w 2005 r., kiedy prezydentem został Mahmud Ahmadineżad. Według autorów nowego raportu Departamentu Stanu USA o prawach człowieka pół miliona irańskich bahaitów nie ma w swoim kraju nawet najbardziej podstawowych praw.

Nie mogą znaleźć pracy. Nie mają prawa do emerytury. Ich konta bankowe są zamrażane, domy i firmy konfiskowane, co sądy uznają za “akt usprawiedliwiony religijnie”. Praktykowanie wiary jest surowo zakazane, bahaickie cmentarze są niszczone.

Konstytucja Iranu stwierdza, że oficjalną religią kraju jest szyicki islam, prawo chroni też chrześcijaństwo, judaizm i zoroastryzm. Jeśli ktoś nie załapie się na żadną z tych kategorii, nie dostanie dowodu osobistego, prawa jazdy ani metryki urodzenia. Nie zagłosuje w wyborach, nie ożeni się i nie pośle dziecka do szkoły.

Bahaiccy studenci nie są wpuszczani na uniwersytety, na irańskich uczelniach nie studiuje ani jeden bahaita. Słynna stała się sprawa zeszłorocznego maturzysty Halaku Rahmaniyan, który mimo że zajął 76. miejsce w kraju, nie został przyjęty na żaden uniwersytet z powodu “formalnych niedociągnięć”.

Dyskryminacja sięga nawet prastarych zwyczajów jak okup krwi, czyli zwalniające z wyroku za morderstwo odszkodowanie płacone przez zabójcę rodzinie ofiary. Kiedy w 2004 r. władze formalnie zrównały wysokość okupu za śmierć muzułmanina i niemuzułmanina, z nowego przepisu wyłączyły bahaitów, bo krew bahaity można przelewać bezkarnie.

Świat próbuje zmusić Teheran do zwolnienia trójki nauczycieli. Amnesty International ponawia apele o uwolnienie więźniów sumienia, w styczniu upomniał się o nich Waszyngton. – Wzywamy irański reżim do uwolnienia trójki nauczycieli przetrzymywanych przez Ministerstwo Bezpieczeństwa – napisał Biały Dom. Miesiąc później UE zaprotestowała przeciw “pogarszającej się sytuacji mniejszości etnicznych i religijnych, szczególnie bahaitów, w Iranie”.

W 2001 r. irańskie ministerstwo sprawiedliwości w specjalnym raporcie, który przedostał się do mediów, przyznało wprost, że celem irańskiej polityki jest ostateczna eliminacja społeczności bahaickiej.

Marta Kazimierczyk

Reklamy