Polscy bahaici

Polscy bahaici, wyznawcy najmłodszej religii świata: Do Nowego Roku jeszcze trzy i pół miesiąca

gaz_wyb_04

Agnieszka Rostkowska, 28.12.2014 19:07

Rok dzielą na 19 miesięcy, miesiące – na 19 dni. Święta Bożego Narodzenia wypadają im w miesiącu Masa’il. Traktują je jako świecką tradycję, okazję do spotkań z rodziną i przyjaciółmi, podobnie jak sylwestra. Na swoje święta muszą poczekać jeszcze trzy miesiące, na Nowy Rok – trzy i pół miesiąca.

Bahaicka Świątynia Lotosu w New Delhi, Indie

Bahaicka Świątynia Lotosu w New Delhi, Indie

Rok dzielą na 19 miesięcy, miesiące – na 19 dni. Święta Bożego Narodzenia wypadają im w miesiącu Masa’il. Traktują je jako świecką tradycję, okazję do spotkań z rodziną i przyjaciółmi, podobnie jak sylwestra. Na swoje święta muszą poczekać jeszcze trzy miesiące, na Nowy Rok – trzy i pół miesiąca.

W rodzinie Pauliny to ona zawsze ubiera choinkę, choć teoretycznie jedyna świąt jako takich nie obchodzi. Ale jak sama przyznaje, czułaby się „pęknięta w środku”, gdyby tego nie robiła – gdyby nie przyjechała do rodziców tylko dlatego, że jest bahaitką.

– Święta są wtedy, kiedy cała rodzina się spotyka i jednoczy – mówi. A jedność to w końcu fundament wiary w bahaizmie. „Ziemia jest jednym krajem, a ludzkość jego obywatelami ” – głosi napis przed wejściem do Narodowego Centrum Bahá’í na warszawskim Natolinie. To tutaj spotykam się z Pauliną i innymi bahaitami.

Na ścianach korytarza zawieszono plakaty informacyjne: najmłodsza religia świata, powstała zaledwie 170 lat temu, ma 6 mln wyznawców na całym świecie, podstawą jest wiara w jedność Boga, jedność wszystkich religii i jedność ludzkości. Korytarz prowadzi do przestronnego pokoju: sporo regałów z książkami, na środku niski stół, dookoła kanapy. Zebrało się dziewięć osób – Agnieszka, Paulina, Patrycja, Shirin, jej córka Sara, mąż Sary Patrick i trójka ich dzieci – dwóch synów (13 i 17 lat) i córka (15 lat).

Skok do rozpędzonego pociągu

Paulina po raz pierwszy o bahaizmie usłyszała w Nowym Sączu w 1992 r. Kończyła wtedy liceum i któregoś dnia poszła na koncert muzyki świata współorganizowany przez bahaitów. Na koncercie był też Steven – native speaker, który uczył w jej szkole angielskiego.

Nieznana do tej pory wiara podziałała na nią z magnetyczną siłą. – To było jak obserwowanie rozpędzonego pociągu. Poczułam, że muszę do niego wskoczyć – wspomina Paulina.

Mówi, że do dziś pamięta, jak bardzo ją wkurzało, że na rekolekcjach ksiądz mówił tylko o polityce. Pamięta też, jak podczas mszy nie mogła znaleźć przestrzeni na skupienie i zadumę. I jak w czasie wizyty w Jerozolimie w świętych miejscach tłumy pielgrzymów przepychały się w zgiełku, hałasie, jazgocie. I nagle ten bahaizm: bez duchowieństwa, ze świątyniami położonymi wśród przepełnionych spokojem ogrodów.

Paulina nigdy nie potrafiła do końca zrozumieć ostrej linii podziału pomiędzy poszczególnymi religiami. Bahaizm zaś głosi, że wszystkie religie pochodzą z jednego źródła, a zasadnicze prawdy duchowe są im wspólne. Widać to nawet na przykładzie świątyń bahaickich – tzw. domów modlitwy. Budowane są na planie dziewięciokąta, z dziewięcioma równorzędnymi wejściami symbolizującymi równość wszystkich wyznań. Obecnie na całym świecie jest siedem takich domów, po jednym na każdym kontynencie. Najsłynniejszy – w Delhi – z zewnątrz przypomina kwiat lotosu z 27 płatkami, a w środku jest bardzo skromny, niemalże ascetyczny. To wrażenie potęguje absolutna cisza mimo tłumów zwiedzających. Bahaici otwierają swoje świątynie dla przedstawicieli wszystkich wyznań, jednak przed wejściem proszą ich, by zachowali w środku zupełną ciszę. – Dopiero w takich miejscach można się zatopić w rozmowie z Najwyższym – uważa Paulina.

Miesiąc po koncercie Paulina oznajmiła swojej klasie na cały głos: „Zostałam bahaitką”. – Co zrobiłaś?! – jej przyjaciółka aż krzyknęła. Ale inni nie byli tak bardzo zaskoczeni. Steven niejako oswoił bahaizm. Kilka osób nawet poszło w ślady Pauliny. Jednak rodzice nie byli zachwyceni. – Chyba myśleli, że to jakaś sekta, bali się, że stracą dziecko – mówi.

Wspomina, że czuła wtedy smutek i żal z powodu braku zrozumienia. Tym silniejszy, że był to dla niej czas przełomowy – kończyła czwartą klasę liceum, zaraz miała zaczynać studia i potrzebowała wsparcia rodziców.

Cały świat wspiera wspólnotę w Polsce

– Rodzina zazwyczaj jest pełna obaw – mówi Patrycja z Montrealu. Jej rodzice wyrzucili siostrę z domu, gdy powiedziała im, że jest bahaitką. – To było blisko 30 lat temu, gdy w Kanadzie i USA wciąż się mówiło o różnych sektach, których członkowie popełniali np. zbiorowe samobójstwa. Rodzice się przerazili i chcieli ją zmusić do zmiany decyzji. Siostra się nie cofnęła, ale podjęła inną ważną decyzję – wyjechała na studia do Afryki. Wróciła do domu po 12 latach. – Rodzice zdążyli przez ten czas ochłonąć – żartuje Patrycja.

Także rodzice Patricka z Irlandii zareagowali lękiem. – Moja rodzina jest bardzo religijna i konserwatywna, zawsze zwracała mi uwagę, że nie powinienem pić alkoholu. Aby ich przekonać do bahaizmu, powiedziałem: „To od teraz już nie będę pił” [bahaici nie spożywają alkoholu]. A mama na to: „Ale przecież od czasu do czasu kieliszeczek nie zaszkodzi…”. Bała się, co powiedzą sąsiedzi, że mnie zaszufladkują – wspomina.

Patrick również był obecny na koncercie muzyki świata w Nowym Sączu. Był już wtedy bahaitą od ponad dziesięciu lat. O wierze usłyszał jeszcze w Irlandii, od kolegi z pracy, który zaprosił go na spotkanie. Urzekła go koncepcja, że wszystkie religie pochodzą z tego samego źródła, tym bardziej że w jego pamięci były żywe wspomnienia przemocy religijnej między protestantami a katolikami wstrząsającej Irlandią. Równie silnie przemówiła do niego wiara bahaitów w to, że nie istnieją żadne prawdy ostateczne, a wierni nie powinni ślepo przyjmować twierdzeń religii, ale muszą się starać samodzielnie poszukiwać prawdy.

Do Polski przyjechał pod koniec 1991 r., by wesprzeć rodzącą się wspólnotę. Bahaizm zaistniał w Polsce w latach 20. XX wieku, jednak tak naprawdę wspólnota bahaicka zaczęła tu powstawać dopiero na początku lat 90. w odpowiedzi na apel Powszechnego Domu Sprawiedliwości – najwyższego ciała administracyjnego bahaitów – aby ustanowić tu Narodowe Zgromadzenie Duchowe. Do Polski zaczęli ściągać bahaici z innych państw.

Początki były dla Patricka trudne – rzeczywistość w kraju, który dopiero co wyszedł z komunizmu, w niczym nie przypominała tej, do której przywykł w Irlandii. Mało kto mówił po angielsku, on nie znał polskiego, więc kiedy poszedł do jedynego w Krakowie supermarketu, na obiad kupił… puszkę z psim jedzeniem. Zamierzał zostać najwyżej rok.

Plany pokrzyżowała mu Sara, bahaitka z Iranu, która w Polsce była przejazdem. Jej wujek wyemigrował po rewolucji islamskiej w 1979 r. i wraz z żoną zamieszkał we Wrocławiu. Sara zatrzymała się u niego w czasie podróży do Chin w oczekiwaniu na wizę. Poznała Patricka, zakochali się, pobrali i ostatecznie z Polski już nie wyjechali. – Nasze dzieci chodzą do polskich szkół, mówią po polsku i są Polakami – mówi Patrick.

Ich starszy syn i córka są bahaitami, młodszy musi poczekać, bo żeby zostać bahaitą, trzeba mieć minimum 15 lat. Lubią atmosferę świąt Bożego Narodzenia – zwłaszcza kolędy i dekoracje, które w tym czasie ozdabiają miasto. Choć nie mają one dla nich wymiaru religijnego. Na swoje święta muszą poczekać do 26 lutego. Wtedy rozpoczyna się pięciodniowa Ayyam-i-Ha, jedno z dziewięciu bahaickich świąt, w czasie którego obdarowują się prezentami. Trzy tygodnie później nadchodzi Novruz – perski Nowy Rok, obchodzony również w świecie kurdyjskim i Iranie.

Ucieczka z Iranu do Izraela

Temat Iranu wciąż powraca w naszej rozmowie. Nie tylko dlatego, że z tego kraju pochodzą Sara i jej rodzina. Iran to miejsce narodzin bahaizmu. A zarazempaństwo, w którym wyznawcy tej religii wciąż są prześladowani i wtrącani do więzień.

Wszystko zaczęło się w 1844 r., kiedy młody człowiek, znany jako Bab, ogłosił się posłańcem nowej religii. Duchowni w Persji uznali, że jego nauki, głoszące m.in. równość kobiet i mężczyzn, zagrażają ich pozycji, i rozstrzelali Baba. Jego zwolennicy zwrócili się o przewodnictwo do drugiego przywódcy duchowego – Bahá’u’lláha. Zaczął on rozwijać zasady nowej religii.

Władze wygnały go z Teheranu do Bagdadu. Tam Bahá’u’lláh ogłosił, że jest długo oczekiwanym posłańcem Bożym. Niedługo później został przegnany do Konstantynopola, następnie Adrianopola (dzisiejszego Edirne), a w końcu do kolonii karnej w Akce na obszarze Palestyny (na terenie dzisiejszego Izraela, w pobliżu Hajfy), gdzie spędził ostatnie 24 lata swojego życia.

Uznał, że właśnie tam powinny zostać złożone szczątki Baba. W 1909 r. spoczęły one w sarkofagu na górze Karmel. Góra ta po śmierci Bahá’u’lláha została uznana za centrum administracyjne bahaizmu, a miejsca, w których przebywali Bab, Bahá’u’lláh i ich następcy, stały się celem pielgrzymek. Aby je odwiedzić, należy się zwrócić o pozwolenie do Światowego Centrum Bahaickiego w Izraelu. Bahaici zobowiązali się przed państwem Izrael, że nie będą tam propagować swojej wiary, więc Centrum dba o to, by na terenie Izraela nie przebywało zbyt wielu bahaitów jednocześnie. Uzyskanie stosownego pozwolenia zazwyczaj nie sprawia jednak problemów.

Co innego pielgrzymka do świętych miejsc bahaizmu w Iranie. Znajdujący się w Shirazie dom Baba władze Iranu zrównały z ziemią i w jego miejscu wybudowały parking. Bahaizm uznają za herezję. W maju 2008 r. aresztowały siedmiu przywódców bahaizmu. Zostali oni oskarżeni o działalność wymierzoną w bezpieczeństwo i islamski porządek państwa, szpiegostwo i kolaborację z Izraelem oraz ustanowienie nielegalnych struktur administracyjnych. Skazano ich na 20 lat więzienia. Do tej pory przebywają w owianym złą sławą więzieniu Evin w Teheranie.

Bahaici w Iranie są pozbawieni podstawowych praw – praktykowanie ich wiary jest zakazane, szkoły i uniwersytety pozostają dla nich zamknięte, rynek pracy – ograniczony, ich konta bankowe są zamrażane, majątek – konfiskowany, a cmentarze – niszczone.

Lęk przed tajemniczymi ceremoniami

Co w praktyce oznacza bycie bahaitą? Nie uznają oni żadnych rytuałów. Modlą się codziennie, zwracając się w stronę południowego wschodu. Sami wybierają, którą z obowiązkowych modlitw odmówią – krótką, średnią czy długą. Mówią o sobie, że są nie tyle „ludźmi księgi”, jak określa się przedstawicieli religii posiadających świętą księgę (np. Biblię bądź Koran), ile „ludźmi biblioteki”. Mają ponad sto tomów natchnionych pism, nauk etycznych i społecznych, prawd i zasad.

Nie obowiązuje ich żadna dieta, choć uważają, że pożywieniem przyszłości będą owoce i ziarno, a zabijanie zwierząt i jedzenie mięsa stoi w sprzeczności z szacunkiem, na jaki zasługuje Ziemia. Przestrzegają zakazu spożywania alkoholu i narkotyków. Nie ma żadnego rytuału przejścia, jaki obowiązywałby tych, którzy pragną przyjąć wiarę bahá’í. Żadnej ceremonii czy przyjmowania imion. Po prostu podpisuje się kartę deklaracyjną, która pozwala na oficjalną rejestrację i przystąpienie do wspólnoty. Wystarczy mieć 15 lat.

Wspólnota bahaicka w Polsce liczy tylko 300 osób, w Warszawie jest ich ok. 30. Centrum Wiary Bahá’í na warszawskim Natolinie istnieje od siedmiu lat.

– Ludzie traktują nas z życzliwą obojętnością. Nie mieliśmy przypadków żadnych incydentów, z jakimi często spotykają się muzułmanie. Kiedy organizowaliśmy spotkania i zabawy dla dzieci w naszym Centrum, niektórzy rodzice zdawali się nie mieć pojęcia, że reprezentujemy odrębną religię – mówi Paulina.

Ale początkowo spotykali się z dużą nieufnością – ich wniosek o wpisanie w poczet członków spółdzielni bardzo długo pozostawał bez odpowiedzi. Potem prezes spółdzielni przyznał, że bał się, iż będą tu odprawiać jakieś tajemnicze ceremonie. Teraz razem się z tego śmieją.

Reklamy